Migawki z VIII Warszawskich Targów Książki. Nasze skromne stoisko…

https://photos.google.com/share/AF1QipMM2GxIXc8Ajll5XoPsnR_bhhlGuqOqMD4_62TZM1mon46SzUyTV1yA0LjJCxZZwg?key=RVNyX2t3cFA1OWIxamhRc3pBWDBNLWtrMmYydFF3

| Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

24 maja br. prezentacja nowych członków Oddziału Warszawskiego : Joanny Rawik i Krzysztofa Mroziewicza

          Witamy w naszym gronie!

 

                              ZWIĄZEK LITERATÓW POLSKICH

                         uprzejmie zaprasza na wieczór nowych członków ZLP

                                          Joanny Rawik

                                         i

                            Krzysztofa Mroziewicza

                               Środa, 24 maja godz. 18

                       Dom Literatury, Krakowskie przedmieście 87/89

 

 

 

Opublikowano Wydarzenia | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Warszawskie Targi Książki: 18.05. – 21.05.2017 r.

W tym roku jesteśmy obecni na Warszawskich Targach Książki, które odbywają się na Stadionie Narodowym w dniach od 18  do 21 maja 2017 r.

Zapraszamy na stoisko 24 BK (Biznes Klub)  już 18 maja br. od godz. 11:00.

W tym roku  podpisują  swoje książki następujący autorzy:

18 maja 2017

  1. Ewa Zelenay godz. 13 -15
  2. Krzysztof Dzikowski godz. 15-17

19 maja 2017 r. 

  1. Marek Wawrzkiewicz godz. 10 -12
  2. Joanna Rawik godz. 12 – 15
  3. Agnieszka Tomczyszyn-Harasymowicz godz. 15-17
  4. Andrzej Zaniewski 15 – 17

20 maja 2017 r.

  1. Wiesław Łuka godz. 10 – 12
  2. Zbigniew Milewski godz. 12 – 14
  3. Grzegorz Trochimczuk godz. 15-17

21 maja 2017 r.

  1. Jerzy Jankowski godz. 10 – 12
  2. Krzysztof Mroziewicz godz. 12 – 15
  3. Jan Cichocki 15 – 17

 

 

 

Opublikowano Wydarzenia | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Andrzej Wołosewicz: Przypadkowa lekcja poezji

Otworzyłem marcowy numer „Gazety Kulturalnej” Andrzeja Dębkowskiego na stronach 6-7. Na tej pierwszej kilkoro poetów, których nie wymienię, ale powiem tyle, że do ich wierszy mam sporo zastrzeżeń, bo albo są zbyt miałkie w swoim przekazie, albo bardzo nierówne w tym sensie, że wyraźnie rozpadają się wewnętrznie – wymagałyby, moim zdaniem, poprawy w niektórych miejscach, czasami zwykłego skrócenia. Tymczasem na stronie obok Bohdan Wrocławski ze swoimi 4 wierszami sam zapełniający całą stronę.

Na tamtej 9 wierszy więc z oczywistych powodów krótszych od Bohdanowych, tu 4, ale te jego czyta się z uwagą i przyjemnością. Są przykładem tego, że wiersz dłuższy może być piękny i nieprzegadany, a krótsze właśnie mogą być przegadane, niepotrzebnie nasycone biegunką słów wskazujących na „dadaizm” w głowie piszącego. Spójrzcie na te sąsiednie strony, bo to najlepsza lekcja porównawcza o tym, czym dobra poezja różni się od słabej! Lekcja poprzez definicję ostensywną, czyli przez wskazanie (paluchem): wiersze po lewej słabe, po prawej dobre, poruszające. Tyle tej lekcji a zdobyłem się na nią pod wpływem impulsu, że znacznie trudniej podać określenia wiersza dobrego czy słabego, znacznie trudniej opisać takie poetyckiemiarki, poetyckie linijki niż… wskazać na konkretne wiersze dokonując ich podziału: na lewo słabe, na prawo dobre.

I jeszcze jedno. Kiedy czytam wiersze Wrocławskiego to poza ich głębią (poszukajcie jej sami) chciałem powiedzieć coś, co teraz sobie uświadomiłem (choć czytałem Bohdana przecież wcześniej wielokrotnie), że jest on   n a j l e p s z y m  p o e t ą  p o w i e t r z a  i  w o d y  jakiego znam. Tak, poeta powietrza i wody! Te żywioły pojawiają się u wielu piszących, Wrocławski nie ma na nie wyłączności, ale znalazł swój poetycki patent, który mnie akurat daje czystą przyjemność czytania a przecież jednym z wyróżników dobrej poezji jest to, że do jej autorów chcemy wracać i za każdym razem coś odkrywamy, nawet jeśli jest to tylko kolejne nazwanie własnych odbiorczych wrażeń, namysłów, znalezienie swoich nowych określeń. A z tego – poeta powietrza i wody jestem naprawdę zadowolony, bo trafnie nazywa to, co czytając wiersze zamieszczone poniżej, czuję. Teraz więc, jak przystało na porządnego belfra starej daty prezentuję obie strony z poezją, które mnie do tej lekcji natchnęły.

6

Poezja

Gazeta Kulturalna

Poezja Proza Krytyka Historia Sztuka Muzyka

Numer 3(247) marzec 2017

 

Izabela Zubko

 

Filar

 

twoich czarnych tęczówek

zbudowałam most

z wiecznie żywych słów

spaceruję po nim

pod rozgwieżdżonym niebem

tkając ślepą rzeczywistość

i wydaję na świat uśmiech

każdy krok od ciebie

zbliża mnie

do początku i końca

podtrzymującej przy życiu

balustrady

 

Omen

 

nie zrozumiałam znaku od życia

gdy wiatr rozciął nasze dłonie

tłukąc porcelanowe serca

ustawione na witrynie czasu

od tamtej pory zamieszkałeś

w moim życiorysie na zawsze

bezczas zatrzymał we mnie

smak spacerów splątanych dłoni

połączona obrączką z dotyku

przędę niewidzialną nić

która w rosnącym kokonie ukrywa

myśli jeszcze niepomyślane

 

Jazonowi

 

twoich rąk

nie wiąże już zdrada

tiulowa ciemność

odmówiła obecności

po godzinach krótkich minut

zniknął świat

przykładam lusterko do ust

sprawdzam czy żyję

monotonny szept drzew

liść za liściem

milknie

 

Wyzwolenie

 

nadzieja wypłynęła ze mnie

w postaci łez

zebrałeś je do wazonu

kładąc kwiaty obok

w życiu astrów

zabrakło bytu

skazana na tęsknotę

złamałam wrzeciono Ananke

stając się

streszczeniem chwili

 

Przyszedłeś

 

mogę już ogrzać

zimne dłonie i stopy

w ogrodzie twego dotyku

swobodnie płynąć

w zatoce słów

słodkich jak czereśnie

zatańczyć w łzie

depczącej niezadowoleniu

po piętach

przyszedłeś jak dobry ogień

który rozpuszcza ciemność

jak żar który trawi

 

Rafał Hille

 

Wiersz o niczym

 

wiersz o niczym musi mieć coś w sobie

wywinięty na drugą stronę powinien

wywalić jęzor i zagrać na nosie

dać pstryka w ucho i posłać do diabła

nastraszyć jak jasna cholera swoim

potencjałem

bycia kompletną pustką

która nie wiedzieć czemu ma

od cholery tyle energii

niech się

rymuje miksuje popłakuje

albo

ściera z jakimś obłąkanym duchem innych

wierszy

które chcą być lepsze

nie! On jest lepszy

nic w nim przecież nie ma

nie zawraca głowy swoją

mizerią memu powtarzanego

w kółko bez niczyjej woli

echolaliami czkawki i

pijakiem który nie pamięta co wykrzykiwał

przez cały wieczór

włócząc się z butelką wina po mieście

ani polem pełnym kwiatów i motyli

motyl jest głupi

ma tylko kilka zwojów nerwowych

nie będzie go wierszu o niczym

 

 

Komórka na węgiel

 

mój staromodny dziadek

wisi na ścianie

w komórce na węgiel

ma nastroszone wąsy

a w nich DNA

o których nie uczyli go w szkole

nikt nie przekonał go do kiepskiego żarcia

hot dogów

i kawy w maku

gdyby jeszcze żył

mówiłby co jest najlepsze w życiu

jak zrobić kiełbasę

która przyciągnie

oszalałe z głodu kobiety

które kochają

złote buty i białe falbanki blisko uda

może powiedziałby że lepsza jest lampa

naftowa niż prąd elektryczny

i że lepiej kłaść się spać na prawym boku

serce wtedy

gdy się złamie

nie uwiera poduszka

 

Kazimierz

Ivosse

 

* * *

Zasnute mgłą miasteczko śpi

Zamazane latarnie mrugają zezem

Po ulicach wymarłych domów

Jak potępieniec chodzę sam

Pijane nogi prowadzą mnie slalomem

Potykam się a ty dobra latarnio

Podtrzymujesz mnie żelaznym ramieniem

I uśmiechasz się żółtym ślepiem

A ja do ciebie błędnymi oczami

Dalej idziemy razem

Spocony asfalt głucho lśni

Śladami naszych kroków

Latarnio miejska

Tej nocy zostaliśmy

Sam na sam

A ulica

Pusta

Mokra

Bez dna

Ze skrzypem

Zamykanych bram

 

Emil Biela

 

Tam, gdzie córki kwitną

kwiatami dzieci

 

błogosławiony niech będzie kraj

w którym córki kwitną kwiatami

dzieci

błogosławiona niech będzie ziemia

gdzie konie padają w galopie na kolana

przed brzemiennymi kobietami

błogosławiona niech będzie kraina

w której słychać owację drzew na stojąco

dla błogosławionych matek

 

 

 

Poezja

7

Gazeta Kulturalna

Poezja Proza Krytyka Historia Sztuka Muzyka

Numer 3(247) marzec 2017

 

Bohdan

Wrocławski

 

W podróży do siebie

 

Poezja szuka w nas miejsc

najbardziej intymnych

opuszczonych przez codzienność

pełnych korowodów

ustawicznie wirującego światła

strun pękających na obrzeżach

wiecznej niedoskonałości wszechświata

bólu który trawi go poza naszymi

spojrzeniami

jest w tym muzyka starych skrzypiec

dialog który rezonuje w nas

w tych momentach

kiedy z nieśmiałością

staramy się

otwierać w sobie pejzaż za pejzażem

aż do całkowitego wyczerpania widnokręgu

nadal nie potrafię odczytać dotykiem warg

smakiem podniebienia

najbliższych mi geograficznie słów nazw

i spojrzeń

dłuższych niż kolorowe tęsknoty

spływających do morza rzek

i one i my wykrwawiamy się błądzimy wers

po wersie

w najchłodniejszym dotyku kosmosu

jego urojeniach

nieznanych nam bliżej

dramatach

aby znów odnaleźć siebie

w niecierpliwości dziecka

biegnącego do otwartych ramion matki

w gestach o których dawno zapomniała

cywilizacja

w smaku kobiet zabłąkanych między strofami

ich dobrotliwego ciepła

które otwierają w nas łkających

bezradnych

próbujących odnaleźć siebie

aż do dna

najbardziej oddalonego krateru księżyca

 

 

U ujścia rzeki

 

Znów jestem przy ujściu Wisły

siedząc na rozgrzanym betonie falochronu

w nieuchronnej bliskości jego końca

słyszę rozmowę chmur

zagęszczających się wokół piersi

w konsystencji pełnej załamań światła

i nadziei

ustawicznego biegu codzienności

trudnej do zdefiniowania

w narastającym wietrze

gdy morze bezskutecznie próbuje wedrzeć się

w głąb lądu

i koryta rzecznego

wiem

W tym roku

maj minął zbyt szybko

abym poczuł dostrzegł zrozumiał

cudowny smak

rozgrzanego we mnie widnokręgu

wysublimowanego zapachu

dojrzewających czereśni

żółci rzepaków rozsypanych

wzdłuż żuławskich pól

mojej codzienności trzepocącej

zranionym ptakiem

w ciasnym obramowaniu piersi

obserwuję młode mewy

wychylające się z gniazd

jutro zaczną rozumieć przestrzeń

pod swoimi skrzydłami

jej kolorowy alfabet

na zawsze pozostanie z nimi

będą tu jeszcze wracać przez kilka dni

późnym wieczorem

siadając coraz dalej od gniazda

i rodziców

aż któregoś dnia jedna z nich nie wróci

a potem wszystkie powędrują

w całkowicie nieodgadnioną dal

tworząc inną rzeczywistość

Tylko czasem jeszcze zadzwoni telefon

usłyszysz zdawkowe

 

 

Pejzaż z mężczyznami

przed sklepem

w Kątach Rybackich

 

Mężczyźni

siedzą przed sklepem

najczęściej mają mocno pochylone głowy

nie widzą światła są jakby pokryci lodem

Nie rozmawiają o przemijaniu

– ponieważ oni wiedzą

że ich przemijanie

nie ma żadnego uzasadnionego sensu

Są starzy i młodzi

ale ich młodość

zatoczyła już tak dalekie kręgi

że sami nie potrafią jej dostrzec

a tym bardziej zapamiętać

Za granicą ostro zarysowanego nieba

jakiś anioł

sufler w podartych spodniach dżinsowych

wypowiada gniewne słowa

nikt nie chce ich słuchać

anioł otrzepuje przetłuszczone pióra

unosi je do góry

być może

w modlitwie szuka swojego pana Boga

Zbliża się południe

malutkie chmurki

unoszą się coraz wyżej i wyżej

puchną od upału

ale im siedzącym

niebo wydaje się aż nazbyt szkliste

aby mogli w nim jeszcze coś przeczytać

 

 

Masada

 

Prawdopodobnie znów będzie świt

płowiejąca jasność odbita w szarych skałach

a później jak zwykle

wschód słońca

ale jestem pewien że tej nocy od krawędzi

księżyca

do blasku miecza

było zbyt blisko

aby ktoś mógł zrozumieć

odnotować w pamięci

dochodzące z daleka głosy legionistów

pijących wino

i rozmawiających o kobietach

pod skrzydłami białego namiotu

ucztującego Flawiusza Silvę

Najwcześniej umierało wzruszenie

Prawdopodobnie wrażliwi do dziś widzą jego

twarz

bolesną

skrzywioną

tym smutkiem

który potrafi przetrwać wieki

i którego nigdy nie potrafiła zrozumieć

historia

Wiemy już że wszyscy umierali razem

i każdy umierał z osobna

w bolesnej samotności

nie do opisania

Ich ciała otwierały się na mrok

powoli

nasączając się jego niewyraźną

głębią

aż do ostatniego westchnienia

w blasku przerażonego

księżyca

który w ogromnym pośpiechu

szukał schronienia wśród chmur

aby za nimi schować

rozdygotaną lękiem wyobraźnię

 

Opublikowano Czytelnia | Otagowano , , , , | 3 komentarze

Zapraszamy na promocję książek Lidii Kosk: 10 maja 2017 r. godz. 18:00 w Domu Literatury.

Obrazek | Opublikowano by | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Kazimierz Kochański: Bijąc się we własne piersi

„Tatuś Jacka nosił szelki,

bo kapelusz miał za wielki.”

autor znany

„Gdy się o skrzypcach wypowiada

kowal, bo struny są stalowe,

znaczy, że stanął świat na głowie,

albo już są wartości nowe.”

Zabieram głos – zabieram, dopóki będę przy głosie, będę miał rację – bo warto i trzeba; problem istotnym jest społecznie.

Pogubić się nietrudno, gdy nie ma punktów odniesienia. Te znaki szczególne zacierają się, rozmywają, tracą swą istotowość… Psychologia tłumu (bezwiednego) nabiera rozpędu. Na nic doświadczenia historyczne, brak odniesień do empiryki własnej, niejasność w pojęciowaniach; a może zmęczenie wszystkim? Dzieje się za dużo, za szybko, na wyrywki.

Literaci, cóż, też nie utożsamiają się z tym, co głoszą poprzez bohaterów własnej twórczości – rynek zbytu przyćmiewa ideały. Prywatnie, nie zawsze są piękni.

Czytelnicy są i będą; nie ma co utyskiwać. Zapewne nie nadążają za podażą, ale instyktownie sięgają po książki – różne; o to nie wolno mieć pretensji.

Ma być o losie piszących i ich twórczości, więc wracam na ziemię.

Wychowanie dla sztuki poprzez sztukę jest jedynym rozwiązaniem.

Od najwcześniejszego dzieciństwa moje dzieci i wnuki uczestniczyły i uczestniczą w prezentacjach artystycznych. Nawet tych, które im nie leżą. Bo wybór staje się bogatszym. Bo, aby rozumieć, trzeba wiedzieć, znać… Antologie, z twórczością mojego koleżeństwa po piórze noszą ślady czytania całości, nie tylko tam, gdzie ja jestem. Egzekwuję! obecność członków mojej rodziny w sponsorowaniu mojej twórczości – dlaczego nie?

Do związku twórczego w mojej dziedzinie należę, bo spełniłem kryteria przynależności, jako artysta. I nie oczekuję od niego skupiania się nade mną. Wystarcza mi być pośród ludzi wrażliwych i pięknych. Nie interesują mnie awanse, a jeśli coś mi powierzą, to czuwam nad jasnością intencji.

Rząd rządzi, a ludzie są rządzeni – sztuką zarządzać trudniej, co nie znaczy, że jedni i drudzy nie usiłują narzucać sobie nawzajem warunków współistnienia. Natomiast jakość sztuki zależy od artystów; powtórzę raz jeszcze: od Artystów. Czy warunki tworzenia mają na to wpływ? Tak, im skromniej tym owocniej – autopsja jest najlepszą weną.

Czego oczekuję od społeczeństwa? Szczerości i wspierania dzieł najwyższej jakości. Kto to zweryfikuje? Najpierw spece od odczytu (tylko  w sferze estetycznej), potem zapotrzebowanie odbiorcze (mimo naganiaczy marketingowych), ostatecznie czasy, w których żyć przyszło. Nic na siłę. Ale niech ludziska zapoznają się z owymi dziełami! Żeby mogli się zapoznać, trzeba opublikować! Bez pomocy samych twórców ani rusz. Ruszmy zatem nasze spowolnienie!

Sława, splendor, miłe są, ale… Czy na pewno wszyscy wiemy, o co nam w literaturze chodzi? Czy nie piszemy, malujemy, komponujemy dla sławy i splendoru?

Piszę, bo muszę; jeśli tak, to są dwa wyjścia – ale to już nie jest dowcipne.

Czasy się zmieniają, zmieniają się środki wyrazu, wypowiedzi artystycznej, zmieniają się oczekiwania perceptorów. Zmieniają się idole i ideały. Wszystko dzieje się mimo nas i możemy zabiegać o udział w tym, ale wymiar właściwy zdarzeń trudnym jest do wycyzelowania.

Najodpowiedniejszym miejscem do przygotowania przejścia do historii jest szkoła – tam uczą i wychowują – ale ona właśnie się reformuje! Reformuje się co jakiś czas. Czy da szansę sztuce?

Z czegoś żyć trzeba! – co z Artystami? Opuszczamy atelier i idziemy do Ludzi.

Szczęśliwej podróży nam życzę.

 

Opublikowano Czytelnia | Otagowano , , , , | 3 komentarze

Marek Wawrzkiewicz i promocja książki „Mogło być gorzej”. Zapraszamy.

Związek Literatów Polskich

Wydawnictwo Adam Marszałek

 serdecznie zapraszają

na promocję książki

„Mogło być gorzej. Marek Wawrzkiewicz 80”

 

26 kwietnia 2017 r. (środa) o godz. 18:00 

Dom Literatury, Warszawa, ul. Krakowskie Przedmieście 87/89

Opublikowano Nowości wydawnicze, Wydarzenia | Otagowano , , , , , , | Dodaj komentarz

Dalszy ciąg literackiej dyskusji „Dokąd zmierza literatura”… Czekamy na głosy pisarzy i czytelników.

Andrzej Wołosewicz

Dlaczego Grzegorz Trochimczuk nie ma racji, czyli po kiego wała władzy literatura

Mój Kolega, którego cenię za niespożytą energię coraz to nowych inicjatyw napisał był, że w literaturze konieczne są radykalne zmiany lub nowe otwarcie. Jeżeli dobrze zrozumiałem Jego intencje, apeluje On o pomoc LITERATURZE, jak mniemam oczekując jej od tych, którzy mają stosowne środki i są politycznie i społecznie odpowiedzialni za CAŁOKSZTAŁT KULTURY w tym literatury. Po szczegóły proszę sięgnąć do tekstu Grzegorza. Głównie pomocy Grzegorz wypatruje od WŁADZ wszelakich. Słusznie, bo prywatni sponsorzy kultury są zależni od siebie, od swego „widzimisię” a PAŃSTWOWI dysponują naszą kasą, czyli budżetem. Do tej pory wszystko się zgadza, ale dalej już nie. Dlaczego?

Państwowe wspieranie literatury ma dwie podstawowe wady:

  1. Zawsze stacza się w ideologię promując „swoich”. Za komuny sprowadzało się to do cenzury i „Zapisów” na nie swoich, teraz, gdy „zapisów” nie da się otwarcie stosować robi się to w białych rękawiczkach dzieląc odpowiednio to, co na kulturę czy literaturę ma się do podzielenia i
  2. Pomoc literaturze (i kulturze) jest na końcu społecznego łańcucha pokarmowego – ze względów politycznych nigdy nie będzie tak, przy przykrótkiej kołdrze finansowych możliwości budżetu, że znajd się pieniądze na pomoc literaturze a miałoby ich zabraknąć na symbolicznie pisząc dowolne 500+.

Rachunek ekonomiczno-polityczny jest i był prostacko prosty: dajemy na to, co przynosi profity polityczne wedle kalendarza wyborczego, czyli tu i teraz, już, natychmiast, bo – jak od Kanta już wiemy – władzę sprawuje się dla… utrzymania władzy! Tak jej (władzy) logika, a te wszystkie odwołania do wartości, rozwoju, perspektyw to zwykłe frazesy wyborcze. I to nie jest cynizm (z mojej strony), trzeba tylko bez emocji przyjrzeć się dowolnej władzy dowolnego szczebla. I oczywiście nic tu nie zmienia namiętne przypominanie, że władza „daje’ nasze pieniądze a nie jakieś mityczne własne. Dlatego na literaturę a już tym bardziej na literatów żadna władza nie da, dokładnie tak, jak w starym dowcipie: jak władza mówi, że nie da, to nie da a jak mówi, że da, to mówi.

Co nam pozostaje? Niewiele.

Najpierw to, że nikt nam nie zabrania pisać.

Po wtóre to, co propagują młodzi – a wiem to z rozmów z nimi – że trzeba pchać się na każdy afisz, np. do antologii, nawet złych, bo to od antologii zaczyna się, jeśli w ogóle się zaczyna, penetrowanie przestrzeni literackiej. Jak ktoś potrafi, niech się pcha. Ja np. nie chcę być w antologiach, które są słabe, bo miejsca w nich najzwyczajniej się kupuje, potem dorabia się ideologię, że jednak są wartościowe , że mimo zróżnicowanego poziomu itd. Da się? Da się. Można? Można. Ja dziękuję, nie korzystam.

Po trzecie zmiana podejścia na następujące: literatura to pasja, która prócz bólu głowy i nagniotków na rękach zbyt wielu profitów ni e przynosi. To pasja, do której się dopłaca. Ja nie musiałem swego nastawienia zmieniać, bo od zawsze

Miałem takie właśnie, że wiele rzeczy, które lubię, w tym literaturę, to tylko drogie hobby, drogie w tym sensie, że zabiera czas potrzebny na zarabianie na codzienne przeżycie. Ale sobie z tym radzę. Innymi słowy warto dopasować się do żaren, na których ten świat nas miele, lecz samych żaren nie zmienimy. I nie ma to nic wspólnego z konformizmem, rezygnacją z wyznawanych wartości – proszę mi tego nie wmawiać. W wymiarze indywidualnym realizuję swoje literackie pasje na tyle, na ile się da, w wymiarze mikro-społecznym realizuję je – z mizernym skutkiem – działając w macierzystym oddziale ZLP. Tyle.

Na to, na co narzeka Grzegorz Trochimczuk narzekał już Kazimierz Wyka w latach 1946-1947 w cyklu swoich felietonów (odsyłam do ich zbioru pt. „Tylnym pomostem. Felietony zebrane”, Kraków 2014) i przypominał upadek popularności literatury w… latach 30 XX wieku przytaczają, że „Kwiaty Polskie” Tuwima rozeszły się w 100.000 egzemplarzy a debiutancki „Poemat o czasie zastygłym” Miłosza ledwie w nakładzie 3000. I co z tego?

„Ja” poety, każdego poety jest ważne, może najważniejsze, ale zauważcie Państwo, że pierwsza odpowiedź na tekst Trochimczuka jest w duchu: ja mam kłopoty z dystrybucją swoich książek. Kto z Was, z ręką na sercu, znał – przed tym wpisem – autora owego ja? Wszyscy chcą na afisz, czy naprawdę trzeba im pomagać? Nie sądzę.

Opublikowano Bez kategorii, Czytelnia | Otagowano , , | 3 komentarze

Życzymy spokojnych, słonecznych, refleksyjnych Świąt Wielkiej Nocy…

Ta galeria zawiera 1 zdjęcie.

| Dodaj komentarz

Promocja czterech książek dr Felicji Borzyszkowskiej-Sękowskiej już 19 kwietnia 2017 o godz. 18:00 w Domu Literatury

Obrazek | Opublikowano by | Otagowano , , , | Dodaj komentarz