Dalszy ciąg literackiej dyskusji „Dokąd zmierza literatura”… Czekamy na głosy pisarzy i czytelników.

Andrzej Wołosewicz

Dlaczego Grzegorz Trochimczuk nie ma racji, czyli po kiego wała władzy literatura

Mój Kolega, którego cenię za niespożytą energię coraz to nowych inicjatyw napisał był, że w literaturze konieczne są radykalne zmiany lub nowe otwarcie. Jeżeli dobrze zrozumiałem Jego intencje, apeluje On o pomoc LITERATURZE, jak mniemam oczekując jej od tych, którzy mają stosowne środki i są politycznie i społecznie odpowiedzialni za CAŁOKSZTAŁT KULTURY w tym literatury. Po szczegóły proszę sięgnąć do tekstu Grzegorza. Głównie pomocy Grzegorz wypatruje od WŁADZ wszelakich. Słusznie, bo prywatni sponsorzy kultury są zależni od siebie, od swego „widzimisię” a PAŃSTWOWI dysponują naszą kasą, czyli budżetem. Do tej pory wszystko się zgadza, ale dalej już nie. Dlaczego?

Państwowe wspieranie literatury ma dwie podstawowe wady:

  1. Zawsze stacza się w ideologię promując „swoich”. Za komuny sprowadzało się to do cenzury i „Zapisów” na nie swoich, teraz, gdy „zapisów” nie da się otwarcie stosować robi się to w białych rękawiczkach dzieląc odpowiednio to, co na kulturę czy literaturę ma się do podzielenia i
  2. Pomoc literaturze (i kulturze) jest na końcu społecznego łańcucha pokarmowego – ze względów politycznych nigdy nie będzie tak, przy przykrótkiej kołdrze finansowych możliwości budżetu, że znajd się pieniądze na pomoc literaturze a miałoby ich zabraknąć na symbolicznie pisząc dowolne 500+.

Rachunek ekonomiczno-polityczny jest i był prostacko prosty: dajemy na to, co przynosi profity polityczne wedle kalendarza wyborczego, czyli tu i teraz, już, natychmiast, bo – jak od Kanta już wiemy – władzę sprawuje się dla… utrzymania władzy! Tak jej (władzy) logika, a te wszystkie odwołania do wartości, rozwoju, perspektyw to zwykłe frazesy wyborcze. I to nie jest cynizm (z mojej strony), trzeba tylko bez emocji przyjrzeć się dowolnej władzy dowolnego szczebla. I oczywiście nic tu nie zmienia namiętne przypominanie, że władza „daje’ nasze pieniądze a nie jakieś mityczne własne. Dlatego na literaturę a już tym bardziej na literatów żadna władza nie da, dokładnie tak, jak w starym dowcipie: jak władza mówi, że nie da, to nie da a jak mówi, że da, to mówi.

Co nam pozostaje? Niewiele.

Najpierw to, że nikt nam nie zabrania pisać.

Po wtóre to, co propagują młodzi – a wiem to z rozmów z nimi – że trzeba pchać się na każdy afisz, np. do antologii, nawet złych, bo to od antologii zaczyna się, jeśli w ogóle się zaczyna, penetrowanie przestrzeni literackiej. Jak ktoś potrafi, niech się pcha. Ja np. nie chcę być w antologiach, które są słabe, bo miejsca w nich najzwyczajniej się kupuje, potem dorabia się ideologię, że jednak są wartościowe , że mimo zróżnicowanego poziomu itd. Da się? Da się. Można? Można. Ja dziękuję, nie korzystam.

Po trzecie zmiana podejścia na następujące: literatura to pasja, która prócz bólu głowy i nagniotków na rękach zbyt wielu profitów ni e przynosi. To pasja, do której się dopłaca. Ja nie musiałem swego nastawienia zmieniać, bo od zawsze

Miałem takie właśnie, że wiele rzeczy, które lubię, w tym literaturę, to tylko drogie hobby, drogie w tym sensie, że zabiera czas potrzebny na zarabianie na codzienne przeżycie. Ale sobie z tym radzę. Innymi słowy warto dopasować się do żaren, na których ten świat nas miele, lecz samych żaren nie zmienimy. I nie ma to nic wspólnego z konformizmem, rezygnacją z wyznawanych wartości – proszę mi tego nie wmawiać. W wymiarze indywidualnym realizuję swoje literackie pasje na tyle, na ile się da, w wymiarze mikro-społecznym realizuję je – z mizernym skutkiem – działając w macierzystym oddziale ZLP. Tyle.

Na to, na co narzeka Grzegorz Trochimczuk narzekał już Kazimierz Wyka w latach 1946-1947 w cyklu swoich felietonów (odsyłam do ich zbioru pt. „Tylnym pomostem. Felietony zebrane”, Kraków 2014) i przypominał upadek popularności literatury w… latach 30 XX wieku przytaczają, że „Kwiaty Polskie” Tuwima rozeszły się w 100.000 egzemplarzy a debiutancki „Poemat o czasie zastygłym” Miłosza ledwie w nakładzie 3000. I co z tego?

„Ja” poety, każdego poety jest ważne, może najważniejsze, ale zauważcie Państwo, że pierwsza odpowiedź na tekst Trochimczuka jest w duchu: ja mam kłopoty z dystrybucją swoich książek. Kto z Was, z ręką na sercu, znał – przed tym wpisem – autora owego ja? Wszyscy chcą na afisz, czy naprawdę trzeba im pomagać? Nie sądzę.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii, Czytelnia i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Dalszy ciąg literackiej dyskusji „Dokąd zmierza literatura”… Czekamy na głosy pisarzy i czytelników.

  1. Nazwisko Grzegorza Trochimczuka faktycznie niewiele mi mówi. Na afisz chce się dostać wielu niewiele mając do pokazania. Nie jest to przytyk do pana Trochimczuka.

    W tym artykule nie podoba mi się zwrot w nagłówku „… po kiego wała…”. Po co takie mocne wyrażenia we wpisie publicznym na poważnym portalu? To, co może pasować w rozmowie potocznej w bramie czy na podwórku nie musi koniecznie przechodzić do języka pisanego.

    Polubienie

  2. Andrzej Wołosewicz pisze:

    Pani Doroto, przepraszam za sformułowanie, którym Pani podpadłem. Być może nie powinienem był go użyć, ale napisanych słów już nie cofnę. Nie chciałbym jednak skupiać uwagi na sobie a jedynie opisać – jak się okazuje zbyt dosadnie – nastawienie WŁADZY (każdej – dla jasności), która dzieląc budżetowe (więc nasze) pieniądze robi to jakby coś DA-WAŁA (od siebie? – pytam) stąd moja dosadność, wyraz oburzenia, ale po prawdzie – i tu się z Grzegorzem różnimy – zawsze znajdzie naprawdę dobre i politycznie skuteczne (przy krótkiej kołdrze) argumenty, aby uzasadnić, że raczej „da” na TO a nie na TAMTO np. nie na literaturę.

    Dziękując za „połajankę” pozdrawiam serdecznie

    Andrzej Wołosewicz

    Polubienie

    • Panie Andrzeju. Moja wypowiedź nie była zamierzona jako „połajanka”. Uważam jednak, że dość mamy wulgarności na ulicy, w tramwaju, w autobusie. Po co ją jeszcze przytaczać na tak poważnym portalu jak ten? Co do meritum Pana wypowiedzi, to jestem skłonna zgodzić się z panem. Na afisz pcha się wielu, a niewielu ma coś naprawdę wartościowego do zaoferowania. Ale można to wyrazić… delikatniej.

      Pozdrawiam Pana
      Dorota Zegarowska

      Polubienie

  3. Grzegorz Trochimczuk pisze:

    Na szczęście nie czuję się atakowany, choć mogłoby się tak wydawać na pierwszy rzut oka. Szczególnie też nie mam respektu wobec WŁADZY, która kiedyś da-wała a teraz raczej nie daje lecz „doi”. Przyjmując Twoje Andrzeju podejście, nie powinniśmy startować w konkursach rządowych i samorządowych, które też promują „swoich” albo wspierają to co podoba się urzędnikom, a LITERATURA wszak to nie ich broszka.
    Tu bardziej chodzi o politykę Państwa wobec kultury w tym dająca wyraz trosce także o stan polskiego języka i warunki dla podnoszenia literatury w każdym dobrym sensie. Nie ma u nas Akademii Literatury wzorem francuskiej, nie ma funduszy dedykowanych literaturze.
    I co? Jakie wnioski, skoro bogaty kapitalista nie pomoże, a nie pomoże, czy na zrobią na siebie „zrzutkę” literaci? Widzimy wszak ich kieszenie.
    Warto też popatrzeć na dzisiejszy problem LITERATURY na tle funkcjonowania w Polsce rynku książki – wydawniczym i księgarskim. Jak jest nasza pisarska pozycja na nim, i jaka jest nasza siła? Nie zapominając jednak o wewnętrznej sile twórczej.
    Pozdrawiam, także Dorotę Zegarowską, o której przy tej okazji miałem przyjemność dowiedzieć się, Jednak są dobre strony pchania się na afisz.
    Grzegorz Trochimczuk

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s