Andrzej Wołosewicz: Poetycki kosmos Kosmowskiego (recenzja)

Siedzę nad tomikiem Andrzeja Kosmowskiego „Atlantyk jest wszędzie”. Tomik ten to ładnie wydany przez Staromiejski Dom Kultury w Warszawie, w 2016 roku zbiór 42 wierszy, którego okładkę zdobi obraz Marii Wallenberg-Kluzy „Gest”. Podaję wydawcę, bo warto, gdy ośrodek kultury zasadniczo nie zajmujący się działalnością wydawniczą, jednak to czyni. Szacunek.

Atlantyk to nielicha przestrzeń i jeszcze nazwisko autora – stąd ta skojarzeniowa kompilacja w moim tytule. Jedną trzecią tomiku udało mi się przeczytać przed wieczorem autorskim, bo przybyłem dużo wcześniej i zostałem przez autor książką obdarowany. Część wysłuchałem w – jak zawsze doskonałej – recytacji Andrzeja Ferenca. Janek Tulik, który wieczór prowadził uczynił zachęcający wstęp, powiedział, że…, nie będę go wyręczał, bo także napisał o swoim odbiorze na www.pisarze.pl (nr 3(337) z 24 I 2017). Ja chcę dodać swoje refleksje.

Pierwsza to ta, że bardzo i to bardzo mile zaskoczyła mnie wieść (z okładki), że to dopiero piaty tomik autora. Piąty tomik autora po sześćdziesiątce to niezbyt wiele. To go sytuuje znacznie poniżej „średniej poetyckiej”, gdzie dominuje reguła „co rok to prorok”. A ja bardziej cenię jakość niż ilość. Tu się leninowska zasada przechodzenia tej ostatniej w pierwszą nie sprawdza. Moje zaufanie literackie wobec autorów wydających tomiki wedle niemalże kalendarza pór roku jest niewielki. Po prostu uważam, że dojrzałość poetycka na tym szczególnie polega, że wymaga czasu, naszego psychicznego czasu na uzbieranie doświadczeń, na refleksję, namysł a także na odreagowanie tych doznań i przemyśleń i tak dalej. Potrafię nawet czasami odróżnić wiersze, które literacko mogą być wcale wcale, ale nie odleżały się, nie dojrzały, spadły z drzewa poetyckiej weny za wcześnie. Wolę wiersze „ulęgałki”.

I te z tomu „Atlantyk jest wszędzie” właśnie takie są. Są takie nie tylko w lekturze, ale – to było słychać! – w recytacji Ferenca. Wierszom Kosmowskiego nigdzie nie spieszno. Autor pozwala każdemu słowu, każdej frazie i myśli wybrzmieć dostatecznie wyraźnie. Bo spieszyć się – można by w nawiązaniu do tytułu powiedzieć – nie ma gdzie, skoro „Atlantyk jest wszędzie”. Wszędzie powoduje, i autor i Tulik o tym mówili, że chociaż fabularnie wiersze te są zza mórz (wszelakich), bo a to Nowy Jork, a to Indie, a to Tokio, nie są poetyckim bedekerem, poetyckim dziennikiem podróży. Są sprawozdaniem z wędrówek autora po własnej jaźni, dla której atlantyki i podróże są jedynie tłem, pretekstem, inspiracją a nie bohaterem. Andrzej Kosmowski raczej wędruje po własnej pamięci. Zobaczmy wiersz

msza łacińska

 samotność

desperacki marsz

w głąb labiryntu

wciąż i coraz bardziej obcego miasta

 

niespodziewanie znajduję się

w jasnym wnętrzu irlandzkiego

kościółka

 

słowa łacińskiej liturgii

w ustach siwego księdza przy ołtarzu

sprawiają

że po raz pierwszy od bardzo dawna

czuję się członkiem wspólnoty

 

jakbym dotarł do dziedzictwa

którego istnienia nawet nie podejrzewałem

 

To dość dziwne wrażenie, że te portowe, morskie i nadmorskie (samotność także) didaskalia odkładają się i układają się u Kosmowskiego w poetycką rzeczywistość wewnętrzną a nie w poetycką marynistykę. Mówię o dziwności wrażenia z szacunkiem, bo na tym m.in. polega dojrzałość poetycka autora, że robi poetycko to, co chce: wykorzystuje tę atlantycką marynistykę nie ulegając jej, podporządkowując ją swoim celom a nie odwrotnie. Dlatego wiersze te dotyczą na pewno nie w pierwszej kolejności morza, oceanu! Dojrzałość frazy, języka – bo język u Kosmowskiego, jak pisałem: ważny, niespieszny, rozległy – dojrzałość przekazu, myśl klarowna, uczucie czytelne, mocne, wreszcie dojrzałość poetycka, bo wiersze „donoszone” (tomik piąty a nie dwudziesty piąty).

Tomik jest 3-częściowy. Morska, atlantycka jest część pierwsza, zgodnie ze swoim tytułem „dlaczego za oknem wciąż huczy atlantyk”, ale i pozostałe dwie są w Atlantyku zanurzone, „psychodrama hotelowego żelazka” i „archipelag brittena”. Po pierwsze dlatego, że  „psychodrama..” dotyczy miejsc hotelowych, odległych, właśnie za morzami a „archipelag…” niezależnie od własnej symboliki (wszak Britten to muzyk), pozostaje archipelagiem, czymś oblewanym wodami morza, oceanu, obejmującym nas w pełni, jak zawsze w pełni obejmuje najlepsza muzyka. Obejmuje, anektuje nas całych, nie pozostawiając wtedy miejsca na inne dźwięki. Tak i wiersze Kosmowskiego są angażujące, wchłaniające czytelniczą aktywność w sposób – według mnie – bardzo udany, bo nienachalny, subtelny. Z jednej strony zaangażowanie, wiersze angażujące (czytelnika) zawsze podnoszą ciśnienie, to oczywiste, a z drugiej strony wspomniana ich rozlewność, niespieszność tonuje, kołysze, uspokaja dając czas na namysł, analizę. To połączenie coraz rzadsze, bo niełatwe poetycko. Niełatwo bowiem połączyć zaangażowanie ze swoistym wyciszeniem, bo to jednak różne żywioły naszej psychiki.

Ciekawa wydaje mi się całą sytuacja poetycka „Atlantyku”, którą uruchomił Kosmowski. Myślę o swoistym wykorzenieniu, upłynnieniu, zawieszeniu ontologicznym zawartego w tych wierszach myślenia poprzez ich taką akurat tj. morską fabularyzację: na morzu, w samolocie, w hotelu, wszędzie jesteśmy w podróży a będąc w podróży trudno mówić o zakorzenieniu, tu jesteśmy zdani na to, co jest. Historia, rodzina, codzienność, emocje, to wszystko, co na nas normalnie oddziałuje, modeluje i trzyma nas przy sobie ma zupełnie inny wymiar i smak niż w pociągu Poznań-Kolonia, w hotelu w Tokio, w Stanach Zjednoczonych, w kabinie statku na Atlantyku, w portowych dokach, wszędzie tam, gdzie Kosmowski rozgrywa swoje wiersze. Taki zabieg, taka sceneria dodatkowo wymusza czytelnicze skupienie wewnątrz wiersza, bo właściwie żadnego zewnętrza tu nie ma, są jedynie jego ślady, namiastki jak te wspomnienia odżywające podczas mszy w irlandzkim kościele, czy słuchana muzyka. To są być może i ważne kody, punkty odniesienia, na pewno są ważne skoro się pojawiają, ale ich moc w oceanicznej scenerii nie może być decydująca, raczej jesteśmy – jak w rozpoczęciu wiersza „Zapaść” – zdani na „czarne łabędzie niejasnych przeczuć”.

Natomiast, co chcę na koniec szczególnie podkreślić, i łabędzie i przeczucia, które w wierszach Kosmowskiego widzę, poetycko malowane są w sposób przekonujący, piękny i szlachetny. To ostatnie lokuję w tym, że wiersze z tomiku „Atlantyk jest wszędzie” oddziałują silnie swoją poetycką sugestywnością a przecież nie są w najmniejszym nawet stopniu agresywne, nachalne, dzieją się jakby obok. To dziwne uczucie – są wszędzie, a jakby obok. I w tym chyba tkwi ich siła, bo często z poezją współczesną mam ten kłopot, że „włazi we mnie z butami” a nie mogę jej nigdzie zobaczyć, przyłapać, przeżyć, nawet obok. Myślę, że nie tylko Tulik i ja powinni poznać poezję Kosmowskiego z tego tomiku, poezję, która jawi się tak konkretna (miejsca, miasta, hotele, sposób pisania) i nieuchwytna (nastrój, przeczucie, niedopowiedzenie, morza) jednocześnie!, jak w wierszu:

Biel

poezja nie jest bielą

nie jest też czerwienią

chociaż zapewne właśnie stąd

czerpie swoje życiodajne soki

 

biel nie jest ucieczką

a jednak łudzi serce

nadzieją azylu

poezja jest krwawym śladem

cichych klęsk

na szlaku między

nią a realnością

 

Coś nieuchwytnego między nią a realnością? Coś tak konkretnego i nieuchwytnego jak rytm, rytm życia z tego oto wiersza:

rytm

 życie jest jedynie stukotem butów

w wąwozie opuszczonej ulicy

zasypiającego cudzego miasta

 

każda próba zagłuszenia

ich rytmu

przynosi jedynie powracającą

falę bólu

 

poddaj się

 

niech ci nuci

metafizyczną kołysankę

 

i kochaj

i pamiętaj

i pisz

 

Czyż może być piękniejsze wezwanie niż: kochaj, pamiętaj, pisz?

—————————————————

 

Andrzej Kosmowski, Atlantyk jest wszędzie, Warszawa 2016

 

 

Reklamy
Opublikowano Czytelnia | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Już 14 sierpnia 2017 r. odbędzie się letni turniej poetów w Płońsku.

Obrazek | Opublikowano by | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

UWAGA: NAGRODA IM. J. IWASZKIEWICZA. 46. WJP 2017

REGULAMIN NAGRODY LITERACKIEJ IMIENIA JAROSŁAWA IWASZKIEWICZA

Dla upamiętnienia postaci i dzieła wieloletniego Prezesa Zawiązku Literatów Polskich, wielkiego polskiego pisarza Jarosława Iwaszkiewicz, Związek Literatów Polskich ustanawia Nagrodę Literacką Jego Imienia.

1.

Nagroda Imienia Jarosława Iwaszkiewicza przyznawania jest pisarzom w dwóch kategoriach:

  1. za całokształt twórczości literackiej, w szczególności za wybitne dzieła pomnażające kulturę polską;
  2. za szczególne zasługi w dziele upowszechniania literatury współczesnej.

2.

Kandydatów do nagrody mogą zgłaszać w formie pisemnej wraz z podaniem uzasadnienia członkowie ZLP, oddziały terenowe ZLP oraz laureaci poprzednich edycji.

3.

Wyboru laureatów Nagrody dokonuje Kapituła Nagrody, której skład ogłasza każdorazowo Zarząd Główny ZLP. Do Kapituły mogą być powołani przedstawiciele instytucji i organizacji działających na rzecz kultury oraz przedstawiciel Fundatorów Nagród. Kapituła ustala zasady wyboru osób nominowanych i laureatów Nagrody.

4.

Tryb przyznawania Nagrody jest następujący:

  1. Kandydaci zgłaszani są do Zarządu Głównego ZLP do 15 września 2017 r.
  2. Kapituła Nagrody ogłasza po 3 nominacje do Nagrody w każdej kategorii i podaje do publicznej wiadomości 30 września 2017 r.
  3. Nagrodę wręcza się co roku w czasie Warszawskich Jesieni Poezji.
  4. Decyzja Kapituły Nagrody o wyborze laureatów ogłaszana jest w formie pisemnej wraz z uzasadnieniem.

5.

Nagroda przyznawana jest w formie pieniężnej w wysokości ustalanej w każdej edycji na podstawie środków uzyskanych od Fundatorów Nagrody. Dopuszcza się przyznawanie nagród honorowych.

6.

Komunikat o Laureatach Nagrody podawany jest przez Zarząd Główny ZLP do wiadomości publicznej.

7.

Kierownictwo Warszawskich Jesieni Poezji zobowiązuje się do organizowania w czasie tej imprezy wieczoru autorskiego laureata.

8.

Interpretacja Regulaminu należy wyłącznie do kompetencji Zarządu Głównego ZLP. Zarząd Główny ZLP rozstrzyga także wszelkie spory i zażalenia dotyczące Nagrody.

 

Opublikowano Wydarzenia | Otagowano , , , , , | 2 Komentarze

Uwaga – nagroda im.J. Słowackiego. 46.WJP 2017

REGULAMIN NAGRODY IMIENIA JULIUSZA SŁOWACKIEGO

Dla podniesienia społecznej rangi współczesnej poezji polskiej Związek Literatów Polskich ustanawia Nagrodę Literacką Imienia Juliusza Słowackiego przyznawaną twórcom za wybitną twórczość poetycką

1.

Nagroda przyznawana jest przez Związek Literatów Polskich Oddział Warszawski za wybitną, długoletnią twórczość poetycką lub dramaturgiczną – tzn. za dokonania w rodzajach literackich, które uprawiał jej Patron.

2.

Kandydatów do nagrody mogą zgłaszać w formie pisemnej wraz z podaniem uzasadnienia członkowie ZLP, oddziały terenowe ZLP oraz laureaci poprzednich edycji.

3.

Wyboru laureata Nagrody dokonuje Kapituła Nagrody, której skład ogłasza każdorazowo Oddział Warszawski ZLP. Do Kapituły mogą być powołani przedstawiciele instytucji i organizacji działających na rzecz kultury oraz przedstawiciel Fundatorów Nagrody. Kapituła ustala zasady wyboru osób nominowanych i laureata Nagrody.

4.

Tryb przyznawania Nagrody jest następujący:

  1. Kandydaci zgłaszani są do Oddziału Warszawskiego ZLP do 15 września 2017 r.
  2. Kapituła Nagrody ogłasza 3 nominacji do Nagrody i podaje do publicznej wiadomości do 30 września 2017 r.
  3. Nagrodę wręcza się co roku w czasie Warszawskich Jesieni Poezji.
  4. Decyzja Kapituły Nagrody o wyborze laureata ogłaszana jest w formie pisemnej wraz z uzasadnieniem.

5.

Nagroda przyznawana jest w formie pieniężnej w wysokości ustalanej w każdej edycji na podstawie środków uzyskanych od Fundatorów Nagrody. Dopuszcza się przyznawanie nagród honorowych.

6.

Komunikat o Laureacie Nagrody podawany jest przez Oddział Warszawski ZLP do wiadomości publicznej.

7.

Kierownictwo Warszawskich Jesieni Poezji zobowiązuje się do organizowania w czasie tej imprezy wieczoru autorskiego laureata.

8.

Interpretacja Regulaminu należy wyłącznie do kompetencji Zarządu Głównego ZLP. Zarząd Główny ZLP rozstrzyga także wszelkie spory i zażalenia dotyczące Nagrody.

 

Opublikowano Wydarzenia | Otagowano , , , , , | 1 komentarz

55 rocznica śmierci Leona Kruczkowskiego….

 

1 sierpnia minie 55 lat od śmierci Leona Kruczkowskiego (1900-1962), wybitnego prozaika, dramatopisarza, publicysty, organizatora życia literackiego, autora – przypomnijmy, choć pewnie żadnego przypomnienia to nie wymaga – dzieł tak wybitnych, jak „Kordian i cham”, „Niemcy”, „Pierwszy dzień  wolności”, „Śmierć gubernatora”. Zaraz po wyzwoleniu współorganizował Kruczkowski miesięcznik „Twórczość”, był kierownikiem literackim Teatru Polskiego w Warszawie. Przez dłuższy czas, od roku 1949 po rok 1956, piastował funkcję prezesa Związku Literatów Polskich.

        Zapraszamy członków ZLP, wszystkich ludzi pióra i ludzi teatru, wszystkich miłośników twórczości pisarza, by 1 sierpnia wspólnie poświęcić Mu parę chwil wspomnienia. Spotykamy się tego dnia u Jego mogiły w Alei Zasłużonych na Powązkach Wojskowych o pierwszej po południu. Gorąco prosimy Was o liczny udział.

Opublikowano Wydarzenia | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Zapraszamy na promocję książki Witolda Michałowskiego 21 czerwca 2017 r. o godz. 18:00 w Domu Literatury.

Obrazek | Opublikowano by | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Mieczysław Machnicki uhonorowany nagrodą Warszawskiej Premiery Literackiej. Gratulujemy.

 

Miasto Stołeczne Warszawa

Fundacja Kultury Polskiej

Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza

Staromiejski Dom Kultury

Okręg Warszawski Stowarzyszenia Księgarzy Polskich

 

zapraszają na

uroczysty wieczór z okazji przyznania

Warszawskiej Premiery Literackiej

 

Mieczysławowi Machnickiemu

  za książkę kwietnia 2017 roku

    żeby rzecz zwaną rzeką uznać za skończoną

z serii Biblioteka „Toposu”

Nagrodę Autorowi oraz dyplom honorowy

  Towarzystwu Przyjaciół Sopotu

wręczy przewodniczący Jury

ADAM POMORSKI

Laudację wygłosi

 PIOTR MATYWIECKI

Wybrane wiersze odczyta  

MARIA GŁADKOWSKA

Poniedziałek 19 czerwca 2017 roku godz.17.00

Klub Księgarza w Warszawie, Rynek Starego Miasta 22/24

Jury Nagrody Warszawskiej Premiery Literackiej obraduje w składzie: Adam Pomorski (przewodniczący), Czesław Apiecionek, Jarosław Klejnocki, Sebastian Lenart, Wanda Monastyrska, Anna Nasiłowska,

 Jan Rodzeń (sekretarz), Iwona Smolka, Jacek Wakar

***

Działalność Klubu Księgarza wspiera Fundusz Popierania Twórczości przy Stowarzyszeniu Autorów ZAiKS

 

Opublikowano Nowości wydawnicze, Wydarzenia | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Joanna Rawik: Książka – fenomen kulturowy

 

Co to znaczy czytać ze zrozumieniem? Od jakiegoś czasu kursuje to określenie, którego nie mogę pojąć. Człowiek czyta, żeby się dowiedzieć, co jest napisane, wybiera odpowiednie lektury. Zadałam to pytanie znajomej, która ma córkę w drugiej klasie szkoły podstawowej. Okazuje się, że już od lat dzieci opanowują sztukę czytania, z liter składają słowa, nie rozumiejąc jednak ich znaczenia. Błąd zatem leży w podstawowej edukacji.

Inna znajoma, bardzo dobrze wykształcona polonistka (studiowała u profesor Marii Janion), od trzech lat zajmuje się pracami maturalnymi z polskiego, jest poruszona żałosnym poziomem tych prac, ubóstwem języka. Co gorsza, z roku na rok poziom zaniża się, co jest niewyobrażalne, a jednak stan rzeczy alarmuje.

Wystarczy słuchać jakim językiem posługują się młodzi. Zjawisko to ma źródło w odrzuceniu książki, odejściu od lektury, powrót do kultury obrazkowej, co oznacza regres cywilizacyjny. W czasach rysunków naskalnych nie istniał alfabet. Oglądałam w dwunastowiecznym kościółku w Szydłowcu świeżo odsłonięte freski. Wyjaśniono mi, że to biblia ubogich, bo jedynie księża i niektórzy feudałowie opanowali wtedy sztukę czytania, nie mówiąc o pisaniu.

Dzisiejszy język młodych ludzi związany jest z Internetem i esemesami, zbudowany ze skrótów, jak spoko, nara i tym podobne twory. Znam ich niewiele, a przecież istnieje  cały odrębny język, chwilami trudny do zrozumienia dla takiego dinozaura jak ja. Jeszcze dochodzi nowomowa biurokracji, to odrębny gatunek. A przecież inteligencja każdego z nas rozwija się na bazie języka, w którym się rodzimy, który słyszymy w dzieciństwie. Dowiedziałam się o tym niedawno z pracy Johna S. Allena pt. „Życie mózgu. Ewolucja człowieka i umysłu” (Prószyński i S-ka, Warszawa 2011) i ogarnęło mnie przerażenie, bo przecież jesteśmy zaledwie w początkach procesu, który odbije się dramatycznie na dalszych pokoleniach. Efekty już widać i słychać, strach pomyśleć! Media robią wszystko, żeby ludzi ogłupić. Coraz rzadziej spotkać można w wagonach metra czy pociągu, autobusie osobę z książką, większość pochłonięta całkowicie swoimi sprzętami elektronicznymi, jakby na tych przedmiotach kończył się świat. I kończy się rzeczywiście.  Kształtuje się całkowicie nowa rasa, chyba gatunek nowy, skoro porozumienie bywa skomplikowane, czasami niemożliwe.

W drugim dniu Warszawskich Targów Książki jadę na Stadion Narodowy, tam odbywają się od kilku lat znane i lubiane święta książki. Mnóstwo ludzi uprawia lekturę w czytnikach elektronicznych, jednak wynalazek Gutenberga chyba ostoi się wszystkim burzom, co widać wyraźnie w frekwencji, nieodmiennie obfitej. Wprawdzie kilka lat temu dokonano przewrotu i warszawskie targi nie stanowią już kontynuacji Międzynarodowych Targów Książki, które miały tradycję ciągnącą się daleko wstecz, w „ponure czasy komuny” czyli PRL. Odbywały się początkowo w Alejach Ujazdowskich, potem na Placu Defilad w charakterze kiermaszu z licznymi stoiskami i sprzedażą książek, po czym zmieniły charakter i zamknęły się w eleganckich, marmurowych wnętrzach Pałacu Kultury i Nauki, gdzie było uroczyście, odświętnie, zarazem kameralnie. Kilka razy podpisywałam tam książki i doskonale pamiętam jedyną w swoim rodzaju atmosferę..

Na Stadionie Narodowym podpisywałam po raz pierwszy pięć lat temu, było mimo wszystko bardziej kameralnie. Dzisiejsze Targi przerażają ilością, wydawnictw jest 800, dwa razy tyle co na początku tej lokalizacji. Udało mi się dość szybko znaleźć recepcję, skąd skierowano mnie do innej lady, gdzie dostałam akredytację w postaci plakietki „autor”, ale bardzo długo poszukiwałam stoiska Związku Literatów Polskich, choć znałam jego numer 24 BK. Gdy byłam już bliska kresu drogi, zatrzymano mnie, bo akurat przybyć mieli prezydenci Polski oraz Niemiec. Zastanawia ogromna ilość wycieczek kilkuletnich dzieci, które przecież rzadko po książki  sięgają. W tłoku targowych terenów biegają i wrzeszczą. Znoszę to z trudem wielkim, ale na pewno lepszy wrzask niż tzw. muzyczka, która towarzyszy natrętnie w supermarketach.

Uważam się za człowieka starej daty i nie widzę powodu, żeby akceptować wszystkie zjawiska tzw. nowoczesności. Od lat posługuję się komputerem, który traktuję jak maszynę do pisania połączoną z dalekopisem. Nie lubię Internetu z powodu jego żenującego poziomu, który obraża moją inteligencję. Któryś z  wybitnych ekonomistów, może Stiglitz stwierdził kilkanaście lat temu,, że nadmiar jest gorszy od niedoboru. Widać to na każdym kroku, chociażby na Targach Książki, gdzie trzeba wiele samozaparcia, żeby się na ogromnym terenie odnaleźć. Bardzo to dziwne,, ale w tych nieprzebranych tłumach spotkałam znakomitego pisarza Mariusza Szczygła, także poszukującego swojego stoiska i zdążyliśmy wymienić kilka zdań.

Dzikim trafem znalazłam stoisko mojego wydawcy – Studio Emka mieści się bardzo blisko naszego ZLP, co odkryłam przypadkiem. Dzięki temu poruszałam się już na określonym terytorium. Podpisałam zaledwie kilka książek, większość zwiedzających prosiła o autograf, jeszcze inni koniecznie chcieli się fotografować razem, czego nie znoszę! Odkąd aparaty telefonicznie służą jako fotograficzne, ludzie dostali jakiejś manii. Nie mogę tego zrozumieć,  czy muszę rozumieć wszystko?

Interesujące było spotkanie z malarzem Markiem Kotarbą, który zaproponował mi pozowanie do portretu w jego cyklu „Inteligencjo, wróć! Portrety ludzi kultury i sztuki”, co przyjęłam z entuzjazmem.. Podobają mi się portrety artysty, wśród nich Olga Tokarczuk, Józef Hen i inni. Folder pana Kotarby zaczyna się od słów: Inteligencja to grupa, która odegrała znaczącą rolę w przemianach ostatnich dziesięcioleci. Dziś mówi się, że odchodzi w przeszłość. Ma to swoje konsekwencje: niski poziom debaty publicznej, wulgaryzacja języka, brak woli porozumienia w imię wspólnych wartości. Dlatego nasz projekt jest w swoim zamyśle zaproszeniem do debaty na temat społecznego potencjału tej grupy oraz współczesnej roli inteligenckiego etosu. Wdzięczna jestem panu Markowi za tak zaszczytną propozycję, czuję się wyróżniona, jako współtwórczyni powojennej kultury polskiej, co dzisiaj bywa traktowane dziwacznie, że określę rzecz delikatnie.

Książka zaspokaja potrzeby nie tylko ducha i umysłu. Dla mnie książka jest czymś więcej niż przedmiotem, jest KIMS bliskim i niezbędnym. Lubię czytać książki, które są moją własnością, przywiązuję się do nich, obcowanie z nimi jest jedną z najważniejszych spraw w życiu. Kilka lat temu odświeżałam mieszkanie, musiałam w tym celu część książek zdjąć z półek i przenieść w pudłach na korytarz. Nie zapomnę, jak smutne i bez wyrazu stało się moje mieszkanie! Książki zdobią wnętrze niczym kwiaty.

Wyszłam w sobotnie południe po drobne zakupy. Na niewielkiej przestrzeni – w zaprzyjaźnionym sklepie spożywczym, a potem na chodniku mojej ulicy spotkałam młodych mężczyzn, którzy okrutnie bluzgali. W normalnej rozmowie używali wulgarnych słów, które najwidoczniej należą do ich codziennego słownictwa, posługują się nimi z wyraźnym upodobaniem. Czego to dowodzi? Wydaje się, że odejście od książki jest jednym z ważnych objawów cywilizacyjnego regresu.  Tak zwana kultura jest niemodna, że tak powiem. Młodzi i trochę mniej młodzi podniecają się meczami piłki nożnej, potem piją piwo i pędzą życie towarzyskie na poziomie rozmów, które właśnie słyszałam. Gdy zwróciłam kiedyś uwagę w autobusie: czy musi pan używać tych „przerywników”? Usłyszałam: muszę, a pani nie musi słuchać.

Na Targach Książki, gdzie spędziłam kilka godzin w wielkim tłumie, nie usłyszałam brzydkiego słowa. Najwidoczniej czytelnik książki to odmienny gatunek człowieka, co widać na jego twarzy.

                                                                                                                           Joanna Rawik

Opublikowano Bez kategorii, Czytelnia | Otagowano , , , | 1 komentarz

Wieczór jubileuszowy Lidii Kosk w Domu Literatury.

O Pani Lidii Kosk pisałam już parokrotnie. Wrażenie zrobił na mnie przed pięcioma laty spektakl „Niknące prawa człowieka” zrealizowany przez prowadzony przez panią Lidię  Autorski Teatr Poetycki, przedstawienie dotykające problemu wojny, jej wpływu na destrukcję człowieczeństwa i dehumanizację społeczeństw i ich kultur. Ten spektakl w wykonaniu znakomitych artystów-amatorów jest ostrzeżeniem przed złem, które czai się w człowieku i przed którym trzeba się zawsze bronić i trzeba bronić słabszych. Tak poznałam panią Lidię, osobę wrażliwą na los drugiego, działaczkę społeczną, ale także, a może przede wszystkim, poetkę, fotografkę. Jej wiersze, przekładane na wiele języków, w tym na angielski i japoński, wydawane są m. in. w USA i Japonii, gdzie ostatnio ukazała się japońska edycja jej książki Słodka woda, słona woda.

10 maja przybyliśmy do Domu Literatury na jubileuszowe spotkanie i prezentację jej nowej książki pod tytułem Szklana góra w opracowaniu Danuty E. Kosk-Kosickiej (polecam wstęp do książki). Po trudnym przedpołudniu – pożegnaniu Pana Tomasza Burka, niezrównanego znawcy literatury – bardzo był nam potrzebny wieczór z poezją i spotkanie z zawsze pełną wiary w przeznaczenie i sens poezji oraz w to, że dobro zwycięża i jest nagradzane na pewno po drugiej stronie światła, Lidią Kosk.

Piękna jak zawsze, przyjazna, powitała wszystkich serdecznie. Stała otoczona młodymi ludźmi, wśród których byli tłumacze jej wiersza „Szklana góra”.

Jubileuszowy wieczór poetycki okazał się niespodzianką. Tytułowy wiersz zaistniał w książce w dwudziestu jeden językach. Jej szklana góra opowiada o dziewczynce, która wnosi wiadro z wodą na górę, zmaga się jak mityczny Syzyf z ciężarem i stromizną:

Wspinam się pod górę

dźwigając skarb

przerastający moje siły

wiadro wody

(…)

Padam

woda spływa

razem ze mną w dół

zamarzając

jak łzy na policzkach

(…)

Błysk słońca na moment

powiększa mnie cieniem

gdy znów idę mierzyć się

z moją szklaną górą.

Niezwykły wiersz, będący opowieścią o życiowej „szklanej górze” Autorki. Niełatwy był to los – dziecko wojny, obóz, potem też prosto nie było. Pani Lidia jednak zawsze się podnosiła i nie rezygnowała z prawa do radości życia i poczucia jego sensu. 10 maja wiersz zabrzmiał w siedmiu językach i każdy z nich wnosił nowy aspekt brzmieniowy i skojarzeniowy, był tłumaczeniem tego doświadczenia na inną kulturę, inne wartości, inną językową urodę. W dodatku do polskiego oryginału usłyszeliśmy angielski, czeski, litewski, serbski, niemiecki i włoski. Ta niezwykła polifonia języków dała prawie metafizyczne przeżycie.

Przypomniała mi się przyjemność uczestnictwa w międzynarodowym festiwalu Jesień Poezji w Druskiennikach na Litwie, gdzie przyjeżdżają od lat poeci z całego świata. Utwory prezentowane są w językach ojczystych. Nie znając treści wierszy, słuchając czytających autorów, mieliśmy wrażenie, że wiemy, o czym jest ta poezja. To jak uczta i koncert, bo wiersz jest przecież muzyką. U pani Lidii na jubileuszowym wieczorze było podobnie. Następnego dnia wyjeżdżaliśmy z mężem do przyjaciół na Morawy, nic więc dziwnego, że ze szczególną radością słuchaliśmy wersji czeskiej „Szklanej góry”.

Dziękuję Pani Lidio i życzę ciągle niezmożonej wiary w życie, ludzi i poezję.

                                                                                                           Maja Chadryś-Engelking

 

 

Opublikowano Czasopisma, Wydarzenia | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Uwaga: 31 maja 2017 r. o godz. 18:00 zapraszamy na promocję nowej książki „Bezradność wobec istnienia” Wiesława Łuki

Obrazek | Opublikowano by | Otagowano , , , , | 1 komentarz